Główny lekarz weterynarii: polska żywność jest bezpieczna

PAP
21-01-2011, 20:25
Polska żywność jest bezpieczna – zapewnił w piątek PAP główny lekarz weterynarii Janusz Związek. Nasze wędliny są produkowane z polskiego mięsa i wytwarzane na bazie krajowych pasz, które są systematycznie kontrolowane przez służby weterynaryjne.
Związek tłumaczył, że wielu polskich rolników krami zwierzęta paszami tradycyjnymi, które wytwarzają z własnych produktów, w gospodarstwie. 
“Inspekcja Weterynaryjna nadzoruje produkcję pasz i zapewnia, że żywność jest bezpieczna” – powiedział podczas berlińskich targów żywności “Zielony Tydzień” szef polskiej weterynarii.
Poinformował, że w piątek odbył rozmowy z niemieckim głównym lekarzem weterynarii i jest przekonany, że ani jeden kilogram skażonej dioksynami paszy nie dotarł z Niemiec o Polski.
Związek zaznaczył, że Inspekcja nadal kontroluje mięso wwożone z Niemiec do Polski. Pobierane są próbki od mięsa, które wjeżdża do Polski z landów: Nadrenii-Westfalii i Dolnej Saksonii oraz Saksonii-Anhalt. Jedno badanie kosztuje ok. 3 tys. zł.
“Rozmawiamy z Niemcami o dodatkowych gwarancjach dotyczących mięsa. Wydaje nam się, że do połowy tygodnia będziemy mieli ostateczne ustalenie, żeby to Niemcy potwierdzali nam, że z gospodarstw zamkniętych nie wyjechała ani jedna świnia od listopada ubiegłego roku, a mięso nie przedostało się do Polski”. Obecnie w Niemczech jest zamkniętych 677 gospodarstw, co oznacza, że hodowane w nich świnie nie mogą być sprzedawane.
Wyjaśnił, że nie może zakazać importu wieprzowiny z Niemiec. Inspekcja Weterynaryjna może działać w ramach unijnego prawa. Wdrożenie embarga jest możliwe, ale to sprawa polityczna. Zaznaczył, że żaden unijny kraj nie zakazał sprowadzania niemieckiego mięsa, ale podobnie jak Polska wprowadzono dodatkowe środki bezpieczeństwa.
Związek poinformował, że od najbliższego poniedziałku (24 stycznia) ograniczenie importu mięsa z Niemiec zamierza wprowadzić Rosja. Ma ono polegać na konieczności badania przez stronę niemiecką każdej partii wysyłanej wieprzowiny. To oznacza, że niemieccy producenci będą ponosić dodatkowe koszty badania.
Niemiecka minister rolnictwa Ilse Aigner powiedziała podczas otwarcia targów, że zanieczyszczenie pasz dla zwierząt dioksynami mogło być efektem działania z premedytacją i władze wyciągną konsekwencje.
Afera w Niemczech wybuchła na początku stycznia. Ujawniono wtedy, że do hodowców w Niemczech trafiły tony paszy zanieczyszczonej dioksynami. Wyższą niż dopuszczalna zawartość tych rakotwórczych substancji wykryto w jajach kurzych oraz wieprzowinie. Prokuratura wszczęła śledztwo przeciw firmie Harles und Jentzsch ze Szlezwika-Holsztynu, produkującej tłuszcze paszowe.